Nadesłane

|
W tym dziale prezentujemy materiały nadesłane
przez naszych czytelników. Poglądy wyrażone w tym dziale nie
muszą pokrywać się z poglądami autorów strony. Nie jesteśmy także w
stanie do końca weryfikować nadesłanych informacji, więc ostateczną ocenę pozostawiamy
czytelnikom. Zamieszczamy je jednak, bo wydają nam się z
różnych względów warte uwagi. 
Konsultacje białowieskie c.d.
Readakcja otrzymała kolejny list z nadleśnictwa. Związany z poniżej opublikowanym oświadczeniem.
W związku z czym oświadczamy: "Pismo adresowane do Dyrektora RDLP w Białymstoku podpisane jako "Pracownicy nadlesnictwa" zostało umieszczone w dziale nadesłane na naszej stronie bez potwierdzenia wiarygodności jego treści. Pismo to zdjęliśmy wkrótce i umieściliśmy nadesłane oświadczenie, podpisane przez pracowników z imienia i nazwiska. Panów
Wojciecha Niedzielskiego, Andrzeja Antczaka i Andrzeja Jaworskiego
przepraszamy za nieopatrzne zamieszczenie listu do redakcji, który mógł
poderwać zaufanie do nich jako lojalnych i rzetelnych pracowników Lasów
Państwowych. Dariusz Liszewski i Janusz Korbel
[07.08.09] Na dniach Redakcja otrzymała oświadczenie
od pracowników Nadleśnictwa Białowieża. Dotyczy ono listu, który
został nam przesłany z Białowieży, który do niedawna znajdował się w niniejszym dziale. Tym
razem prezentujemy zaś oświadczenie
nadesłane i podpisane nazwiskami
części pracownikow Nadleśnictwa Białowieża, które jednoznacznie
wyjasnia sprawę poprzedniego listu, który mógł być - czego nie
wykluczamy - nawet swego rodzaju prowokacją. Adresatem
obecnie umieszczonego na
stronie oswiadczenia jest Janusz Korbel - pragniemy więc przy okazji
wyjaśnić internautom, że strona puszczańska robiona jest przez dwie
osoby we współpracy z kilkoma innymi, nie ma zatem charakteru strony
prywatnej. Jest natomiast stroną reprezentującą poglądy zwolenników
objęcia całej puszczy parkiem narodowym. Po kilku dniach to
oświadczenie także zdejmiemy ze strony bo nie będzie zrozumiałe. [01.08.09]
Ratujmy Puszczę Białowieską - ostatni pierwotny
las Europy
Drodzy Państwo!
Ostatnie fragmenty pierwotnych lasów niżu
Europy zachowane w Puszczy Białowieskiej, są nadal - mimo wszelkich
dotychczasowych wysiłków - niszczone, wciąż przerabiane na deski.
Niezdolność ochrony tego najcenniejszego lasu Europy kompromituje
nas wszystkich psuje obraz Polski w świecie. Nowo powołany Minister
środowiska, prof. Maciej Nowicki, zadeklarował wolę objęcia ochroną
całej Puszczy Białowieskiej, ale wola jednego ministra w starciu z
silnymi grupami nacisku zainteresowanymi eksploatacją Puszczy jest
dalece niewystarczająca. Musimy "pomóc" Rządowi podjąć właściwe
decyzje, uświadomić politykom, że dalsze niszczenie Puszczy jest nie
do zaakceptowania, pokazać, że domagamy się natychmiastowego objęcia
Puszcza Białowieskiej należytą ochroną. Zwracam się, więc do Państwa
z prośbą o pomoc w wywarciu nacisku na rządzących, tak by sprawę
ochrony Puszczy wreszcie potraktowali poważnie. Dla ułatwienia
zadania, przesyłam wzór listu adresowanego do premiera oraz adresy
kilku innych polityków. Jednocześnie bardzo proszę o przesłanie tego
maila do jak największej grupy znajomych i ludzi mediów.
W imieniu Puszczy dziękuję
z wyrazami poważania prof. dr hab. Tomasz Wesołowski
tomwes@biol.uni.wroc.pl
Zakład Ekologii Ptaków Uniwersytetu Wrocławskiego,
Sienkiewicza 21, 50 335 Wrocław
tel. 0 71 375 40 37, fax. 0 71 322 28 17
http://www.biol.uni.wroc.pl/instzool/zep
wzory listów:
po polsku,
po angielsku
[04.01.08]
Ciekawy dokument dostaliśmy z oddziału
Pracowni na rzecz Wszystkich Istot z Bialegostoku, która otrzymała
taką oto kuriozalną odpowiedz ministra środowiska na pismo zespołu
prezydenckiego i koalicji BISON


Społeczeństwo obywatelskie w praktyce – casus
z Puszczy Białowieskiej
„Las to jest zakład”
Region puszczański turystyką stoi. To turyści przyjeżdżający nawet z
najodleglejszych stron świata spowodowali, że w Białowieży rozwinęły
się usługi turystyczne i w co drugim domu mieści się kwatera. Są też
wielkie hotele, ale one nastawiają się bardziej na „turystykę
konferencyjną”; do lasu wozi się wieczorami duże grupy
konferujących, by przy ognisku i pieczonym dziku, a czasami
łomotliwej muzyce trochę się „odprężyli”. Mieszkańcy największe
zyski mają z zapalonych miłośników przyrody, szczególnie
zagranicznych (ceny tutaj dla nich są ciągle nie za wysokie), którzy
przyjeżdżają w poszukiwaniu ciszy, dzikiej przyrody i podglądania
ptaków i innych zwierząt. To oni wypożyczają rowery, przewodników,
bryczki, zostają dłużej niż na weekend i o świcie wybierają się z
lornetkami do lasu, albo na nadbrzeżne łąki. Możemy być pewni, że
nie zostawią po sobie śmieci, nie będą hałasować, niczego nie
zniszczą.
P. i W. należą do tej pożądanej grupy – są przyrodnikami z Wrocławia
– ona bada bobry, on wydry. Na podróż poślubną wybrali Puszczę
Białowieską, wcześniej byli tu już kilkakrotnie wykonując różne
prace, m. in. dla Białowieskiego Parku Narodowego. Przywieźli ze
sobą rodzinę i przyjaciół z USA, którzy są zachwyceni Puszczą
Białowieską choć sami mieszkają na terenie jednego z parków
narodowych. Po kilku dniach już bardziej – zdziwieni niż zachwyceni.
P. i W. obserwują tamę bobrową koło mostku na jednej z puszczańskich
rzeczek, na obszarze objętym europejską siecią ochrony Natura 2000.
Dzień jest pochmurny i udaje im się zaobserwować bobry. Następnego
dnia postanawiają tam podjechać i porobić zdjęcia. Ku ich zdziwieniu
spod mostku wychodzi człowiek w zabłoconych butach i – kiedy ich
zobaczył – szybko wsiada do zielonego fiata 126p i odjeżdża. Schodzą
do tamy i widzą, że jest rozwalona. P. wie, że na zniszczenie tamy
bobrowej potrzebna jest zgoda konserwatora przyrody, w dodatku ten
człowiek zachowywał się dziwnie – szybko odjechał, jakby uciekał.
Postanawiają wsiąść do swojego auta i pojechać za nim. Nie udało
się. Wracają do miejsca zdarzenia i po jakimś czasie widzą jadącego
małego fiata. Wychodzą na środek drogi i próbują go zatrzymać.
Stanął. W. pyta grzecznie: „Czy wie pan, że na zniszczenie tamy
bobrowej potrzeba zgody konserwatora przyrody i czy ma pan taką
zgodę?” Leśnik – bo ów człowiek okazał się leśnikiem – zatelefonował
do nadleśnictwa, żeby się dowiedzieć, czy jest zgoda, ale najpierw
przeszedł do ataku.
- Zna pan przepisy ruchu drogowego? – pyta leśnik.
- Gdybym nie znał nie miałbym prawa jazdy.
- Wjechaliście tu samochodem, jesteście nielegalnie! Zaraz wezwę
straż leśną (Faktycznie, droga, chociaż asfaltowa i oznaczona na
znakach drogowych jako podporządkowana na oznakowanym prawidłowo
skrzyżowaniu, bez zakazu skrętu w tę drogę – według leśników jest
drogą leśną o czym informuje mało widoczna, prostokątna tabliczka z
wymalowanym kółkiem naśladującym znak drogowy zakazu wjazdu).
W oczekiwaniu na straż leśną leśnik pyta W.:
- Wie pan co to jest las?
- ...?
- Las to jest zakład!
- A ja myślałem, że las to jest ekosystem.
Tymczasem P. telefonuje do znajomego nadleśniczego i pyta, co
powinni zrobić. „Najpierw poproście tego pana, żeby się
wylegitymował, bo nie wiadomo w ogóle z kim macie do czynienia”. Pan
jednak odmawia wylegitymowania się – żąda najpierw wylegitymowania
się P i W. „Jeśli pan nie chce się wylegitymować, to powinniście
odjechać” – sugeruje telefonicznie znajomy nadleśniczy. I tak się
stało.
P. i W. jedzą śniadanie przed domem, z gospodynią kwatery w
Białowieży. Na podwórko wjeżdża policyjny samochód z panami
policjantami i leśnikiem. Okazuje się, że ruszył on w pościg za
krnąbrnymi naruszycielami prawa i udał się po pomoc do policji, żeby
wspólnie objechać Białowieżę w poszukiwaniu ich samochodu. Panowie
policjanci okazują się mili i kulturalni, i w ogóle nie rozumieją o
co chodzi. Gospodyni kwatery jest zaskoczona. Dobrze, że nie
ściągnął brygady antyterrorystycznej! Leśnik tłumaczy winowajcom:
„Jak ktoś chce wejść na czyjeś podwórko, to najpierw powinien
gospodarza zapytać, czy może!”. Nie chodziło mu jednak o to, że
znajdowali się właśnie na podwórku kwatery agroturystycznej.
Wielcy Analitycy Lasów Państwowych pracują właśnie nad projektem
przejęcia parków narodowych przez Lasy i nad przejęciem turystyki w
swoje ręce na terenach leśnych. Eva Jeff i Diane z USA pytają, czy
tutaj sięga jeszcze administracja prezydenta Łukaszenki, bo właśnie
czytali, że tutaj żyją Białorusini...

List, który do Nas dotarł jest bulwersujący, ale
odpowiedź na niego nie mniej. Ocenę zdarzeń pozostawiamy czytelnikom,
przypuszczamy, że sprawą wkrótce zajmie się sąd. Nie omieszkamy
poinformować o finale.
Krwawa wizyta w Puszczy Białowieskiej
Polana Masiewska to od wielu lat oaza spokoju dla
ludzi i zwierząt. Brak rolnictwa, cywilizacji oraz cisza to pierwsze
co przyciąga zwierzaki. Obrastające pola młodniki są noclegownią
wielu gatunków, a wysokie podmokłe trawy to doskonałe tereny lęgowe.
Przy wiosce pod lasem wybudowano trzy nowe paśniki. Zwierzęta w nocy
spacerują po głównej ulicy, w stodole na Zamoszu zimuje żubr – pełna
harmonia. I oto nagle z nowym rokiem nowe zasady. Koniec dobroci dla
zwierząt. Panowie Rogoziński i Bis przyjeżdżający z Warszawy od kilku
lat budują w wiosce myśliwskie rezydencje. Teraz pod przykrywką
wykupionego odstrzału dokonują w okolicy regularnych rzezi,
specjalnie się z tym nie kryjąc. Na środku polany wystawili ambony z
których strzelają do zwierząt przechodzących tamtędy z północnej
części puszczy do nowych paśników. Jedna z ambon graniczy z młodym
laskiem, w którym nocują i kryją się zwierzaki. W dodatku ustawione
są w ten sposób, że strzały oddaje się w kierunku oddalonych o
kilkaset metrów zabudowań. W niedzielę 8 stycznia 2006 roku
“myśliwi” w sztok pijani wybrali się na łowy. Przy leśnej drodze
Masiewo – Siemianówka na wysokości torów kolejki strzelali do dzika,
którego ciężko raniąc puścili wolno wysyłając po niego miejscowego,
również pijanego dopiero po dwóch dniach. Odnalazł po śladach przy
białoruskiej granicy konające jeszcze zwierze. Tego samego dnia
“myśliwi” wracając z lasu przy wjeździe do wsi, nie zważając na
obecność przypadkowych turystów zastrzelili łanię jedzącą wysypane
przy drodze siano. Następnie obficie krwawiące zwierze przywiązali do
przedniej maski niebieskiego jeepa. W ten sposób przejechali przez
wioskę w środku dnia ok godz 13 na oczach mieszkańców, turystów oraz
przerażonych dzieci. W ciągu trzech dni pomocnicy oczyścili i
zapakowali do auta na polecenie pana Bisa kilka sztuk łań i dzików.
Ile zwierząt zostało postrzelonych trudno jest oszacować, lecz z
relacji świadków wynika, że spora część strzałów jest niecelna i
okalecza zwierzęta. Ta tragiczna historia sprzed kilku dni to tylko
fragment bandyckiej działalności pseudo myśliwych grasujących bez
żadnej kontroli po unikalnym terenie nie objętym niestety żadną
ochroną. > Do puszczy przyjeżdżam turystycznie kilka razy do roku,
tym razem byłam w charakterze przewodnika. Moim gościem był światowej
sławy człowiek filmu, który urzeczony zdjęciami z ostatniej
amerykańskiej produkcji kręconej nad Siemianówką, koniecznie chciał
zobaczyć te okolice. Barbarzyńskie sceny z nowobogackich zabaw
miejskich biznesmenów przyćmiły niestety cały urok naszej podróży, a
ja nie wiem czy szybko wrócę w te strony. Dzielę się z Państwem tą
historią, bo wierzę, że znajdzie się ktoś kto będzie wiedział jak
ratować dzikie zwierzęta polany masiewskiej i innych miejsc nie
objętych właściwą ochroną.
Pozostająca w smutku k.m.
A oto odpowiedź na powyższy list:
Oszczerstwo i wpraowadzenie w błąd
społeczeństwa pt.: "krwawa
wizyta w Puszczy Białowieskiej"
W odpowiedzi na e-maila wysłanego ze skrzynki kasia.majcherek@wp.pl w
dniu
11.01.2006 oświadczam, że zawarto w nim stek bzdur i pomówień, za
które
osoba rozsyłająca takie informacje zostanie pociągnięta do
odpowiedzialności, przez prawdziwych myśliwych kochających las i
zwierzynę.
W trudnym okresie zimowym dokarmiających zwierzynę: w zimie 2004/2005
- 5
ton jabłek, 10 ton kukurydzy, 5 ton owsa, 10 ton siana; zima 2005/2006
2
tony jabłek, 3 tony kukurydzy, 2 tony owsa.
W okresie, o którym mowa w ww. e-mailu posiadałem (Bogdan Bis)
zezwolenie
druk ścisłego zarachowania nr 209/05 na odstrzał: jeleń łania - użytek
własny, dzik do 40 kg - użytek własny, jenoty szt. 2, lis wydane przez
Nadleśnictwo Browsk na obwód 99. Oprócz mnie w w/w okresie dwóch
myśliwych
posiadających zgodę na odstrzał: Krzysztof Rogoziński i Juliusz
Zagajski.
Łania, na którą otrzymałem odstrzał była pierwszym zwierzęciem na
terenie
Lasów Państwowych w Puszczy Białowieskiej odstrzeloną przeze mnie na
użytek
własny. Zwierzynę po oprawieniu, zgodnie ze sztuką myśliwską,
przewoziłem po
załatwieniu wszelkich formalności do miejsca zamieszkania. Ze względu,
że
wieś Masiewo Stare jest miejscowością przygraniczną o wykonywanym
polowaniu
zostały powiadomione, oprócz Straży Leśnej (Leśniczy ds. Łowiectwa)
również
Straż Graniczna (oprócz samochodu patrol z tzw. "buta")
Wspomniany, w e-mailu dzik strzelony nie obok torów kolejowych, ale na
nęcisku (18) uszedł na teren sąsiedniego kraju Białorusi (a tam nie
miałem
wizy i zgody na polowanie).
Nie wiem, jakiego pijanego miejscowego wysyłałem, ponieważ do
pierwszej w
nocy chodziłem po lesie z psami żeby odnaleźć postrzałka, który uciekł
za
granicę żeby zjedli go Białorusini
W niedzielę 08.01.2006 w godzinach rannych na odstrzeliłem łanie na
środku
stojącą na trybie babiogórskiej (a nie przy sianie, które sam
rozkładam lub
pomagam pracownikom lasu) w odległości 250 m. od drogi masiewskiej.
Szanowna Pani pisze stek bzdur jakoby w stodole zimował żubr na
Zamoszu,
ponieważ na wiosnę 2005 roku padł ze względu na chorobę.
Ambony, które ustawiłem na swoim polu znajdują się w odległości 370 m
od
zabudowań w kierunku granicy, czyli przeciwnej niż zabudowania.
Nazwany
przez Panią "młody lasek" jest to regularna plantacja świerków
obejmująca
ponad 20 ha i lasek brzozowy pielęgnowany na drzewno opałowe do
kominka.
Jest to teren prywatny nieprzeznaczony do spacerów
W przeciwieństwie do słów autorki pomówień Polana Masiewska jest
ziemią
rolną uprawianą przez mieszkańców, a wieś Masiewo Stare nie jest
pozbawione
cywilizacji, ponieważ jest prąd, oświetlona droga - latarnie, telefony
stacjonarne na kablach światłowodowych, mieszkańcy mają radia,
telewizory,
traktory, sprzęt rolniczy do nich, a także nawet samochody. Zwierzyna
(dziki
i jeleniowate) przychodząca na uprawy rolne wyrządza bardzo duże
szkody
rolnikom, a odszkodowania nie są adekwatne do poniesionej pracy i
ewentualnych zysków.
Uściślając wszystkie informacje o ww. zajściach to: kolor samochodu
jest
ciemno zielony w łaty maskujące "do lasu", a celność strzałów jest
bliska
100%.
Następną rzeczą, którą szanowna pomawiająca użyła to "myśliwi w sztok
pijani". Nie jestem wrogiem alkoholu, ale go nie spożywam, ponieważ
nie
mogę z przyczyn zdrowotnych. Takie stwierdzenie naruszyło moje dobra
osobiste i dobre imię.
Bogdan Bis <bbis@autobis.com.pl> (Auto Bis Peugeot)
Tel. 022 735-48-00
0-85 685 81 89
0602 788 608
Ps. Pisane komunikaty prawdopodobnie przez ww. panią i rozwieszane na
tablicy ogłoszeń w Masiewie Starym o następującej treści:
"KOMUNIKAT
Były czasy, że okupant hitlerowski zabierał nasze ziemie, a
mieszkańców
wywozili paląc zabudowania. Nastały czasy, że okupanci z Warszawy
bezprawnie
zabierają ojcowizny, z mieszkańców wywożą na cmentarz, budynki burzą.
Pomagają im sprzedawczyki za judaszowe srebrniki."
powodują waśnie pomiędzy mieszkańcami wsi.

Cimoszewicz z Puszczy
Przyszłość ochrony Puszczy Białowieskiej zależy w
dużym stopniu od... Włodzimierza Cimoszewicza. Ten SLDowski polityk
zdaniem salonu Wyborczej „o nieposzlakowanej przeszłości i uczciwości”
od wielu lat jest podporą białowieskich leśników, tutaj przyjeżdża na
polowania i spotkania towarzyskie. Nadleśniczy polujący na guźce w
Afryce i zamieszany w wycięcie kilkusetletniego dębu jest jego
nauczycielem przyrody, a towarzyszem starosta hajnowski (także myśliwy
i były pracownik SB). Dziennikarz Gazety Współczesnej Edmund Burel
próbował dowiedzieć się przed kilkoma laty jak to jest z leśniczówką
Nieznany Bór, którą użytkuje (posiada, dzierżawi?) Cimoszewicz. Według
informacji od mieszkańców Hajnówki leśniczówkę wyremontowało dla
Cimoszewicza Starostwo za niebagatelną kwotę.
Leśniczówkę Cimoszewicza dzierżawili od Lasów
wcześniej plastycy, ale nie byli w stanie jej utrzymać i sami
zrezygnowali (w obiekcie nie było prądu, kanalizacji, budynek się
rozsypywał). Starosta odpowiedział dziennikarzowi, że nie uczestniczył
w remontach realizowanych przez Nadleśnictwo Hajnówka. Nadleśniczy
Jerzy Ługowoj, nauczyciel przyrody i polowań pana Cimoszewicza,
stwierdził, że nadleśnictwo wydzierżawia leśniczówkę, ale warunki
umowy nie mogą być upublicznione. Pan nadleśniczy odmówił też podania
kwoty za jaką nadleśnictwo remontowało budynek. Prawdopodobnie
nadleśniczy złamał kolejny raz prawo nie informując dziennikarza o
wydawanych pieniądzach instytucji państwowej. O zgodę na
upublicznienie warunków umowy dziennikarz Współczesnej wystąpił do
biura prasowego Cimoszewicza. Upłynął czas udzielenia odpowiedzi –
odpowiedzi nie otrzymał. Otrzymał tylko telefon od doradcy Cimoszwicza,
żeby uszanował prywatność polityka i nie wymieniał nazwy leśniczówki,
chociaż o Nieznanym Borze pisały pisma kolorowe reklamując miłość do
przyrody Włodzimierza Cimoszewicza.
W. Cimoszewicz jest dzisiaj ważną osobą na scenie
politycznej Polski. Silnie powiązany z wpływowymi osobami środowiska
czerwonej Hajnówki i Lasów Państwowych. Niedawno został Honorowym
Łowczym Puszczy Białowieskiej. Dziennikarz Współczesnej napisał, że
panuje opinia iż dopóki Cimoszewicz będzie stanowił parasol dla
regionalnych polityków i osób wpływowych – nie ma co marzyć o
prawdziwej ochronie przyrody Puszczy. Czy lepiej będzie dla Puszczy
kiedy zostanie prezydentem Polski (na co ma pewne szanse) i nie będzie
miał czasu na realizację swoich lokalnych pomysłów, czy lepiej, jak
więcej czasu poświęci regionowi, którego postkomunistyczni politycy go
tak łaskawie przyjęli i obdarowują? Oba rozwiązania nie wróżą niczego
dobrego Puszczy. Chyba, że Cimoszewicz okaże się swojego rodzaju
Konradem Wallenrodem, ale trudno w to uwierzyć po tym, jak negatywną
rolę spełnia dla środowisk inteligencji białoruskiej w Polsce
utożsamiając się ze środowiskami BTSK (postkomunistyczna grupa
krytyczna wobec niepodległościowych środowisk białoruskich) i po tym
jak otwierał przejście graniczne na Białoruś w Białowieży jako sposób
na kontaktowanie się ludności po obu stronach granicy. Przejście jest
tylko dla zorganizowanych grup pod kontrolą białoruskich przewodników,
za słoną opłatą i wzbogaca budżet gospodarstwa Łukaszenki, któremu
bezpośrednio puszcza na Białorusi podlega.
TW.
Od redakcji:
Zwlekaliśmy z publikacją tego tekstu, dopóki TVN 24 nie pokazał
marszałka Cimoszewicza jeżdżącego po "ukochanej" Puszczy na motocyklu
w zawadiackim kapelusiku z piórkiem, przy okazji łamiącego liczne
przepisy (po lesie nie wolno jeździć motocyklem, zwłaszcza w okresie
trzeciego stopnia zagrożenia pożarowego, bo powoduje się dodatkowo
niebezpieczeństwo pożaru, nakryciem głowy motocyklisty powinien być
raczej kask). Jeden z dziennikarzy zwrócił się do nas z
pytaniem, czy marszałek ma jakąś przepustkę? Oby nie była to
przepustka do zaprowadzania swoich porządków w Puszczy, bo niedługo
możemy tam mieć tor motocyklowy...
SPROSTOWANIE
Starostwo Powiatowe w Hajnówce w żaden sposób nie uczestniczyło w
remoncie
leśniczówki w Nieznanym Borze użytkowanej aktualnie przez Marszałka
Sejmu RP
Pana Włodzimierza Cimoszewicza. Wszelkie informacje dotyczące
zaangażowania
samorządu powiatowego do remontu leśniczówki są zwykłym kłamstwem.
- Starosta, mgr Włodzimierz Pietroczuk



Zabrania się:

Dowiedzieliśmy się właśnie, że leśnicy nie są autorami tekstu na tych
tablicach. Jak pisze do Redakcji ich reprezentant:
"Tablice rzeczywiście kazano leśnikom ustawić i to zrobili!!! Natomiast cała
reszta to nie ich dzieło." A ponadto "właśnie leśnicy jako pierwsi zwrócili
uwagę, że nie ma możliwości zbierania grzybów przy zakazie poruszania się.
Zresztą sprawa jest nieaktualna (jeżeli chodzi o zakaz poruszania się w związku
ze zbieraniem grzybów). To zostało już prawnie rozstrzygnięte. W Dzienniku Ustaw
można wyczytać, u kogo można szukać informacji w tej sprawie."
Jesteśmy pod wrażeniem! Najpierw instytucja państwowa bez szemrania
instaluje (ponosi koszty) coś co jest ewidentnie bez sensu. Później sama to
krytykuje. A nie lepiej było zmienić kolejność zdarzeń? A potem jeszcze, trzeba
aż Dziennika Ustaw aby obalić absurd. Ciekawi jesteśmy, czy do każdej tablicy w
lesie załączono stosowny numer Dziennika Ustaw do wglądu + instrukcja
interpretacji, bez tego raczej dość trudno np. turyście będzie domyślić
się co wolno, a czego zabrania się w lesie.



„Kosztowne zabiegi hodowlano – leśne”
w ujęciu rządu polskiego oznaczają rozstrzeliwanie leśnych zwierząt
dla rozrywki, dla ociekającego krwią i cierpieniem hobby myśliwskiego.
Oznacza to też wycinanie świerków i
innych drzew, by je zamienić na trochę gotówki. Pieniądze uzyskiwane
ze sprzedaży Puszczy, przerabianie jej na jakieś legary, szczeble do
płotów itp., zarobione są w niski, niegodny sposób. By wykonać plan
wyrębu, w ciągu jednego roboczego dnia z Puszczy wywozi się
przeciętnie 25 wyładowanych kłodami naczep – co 20 minut z lasu
wyjeżdża transport.
Czyż nie jest to straszny kraj, w
którym trzy niezbyt duże państwowe firmy, które jak widać z
odpowiedzi ministra, wspierane są przez rząd, zaciekle wyniszczają
najcenniejszy las Europy? Ostatni matecznik – matrycę biologiczną?
To tak, jakby ktoś postanowił jeden z
największych diamentów świata zmiażdżyć i sprzedać w tanich okruchach.
Zadaniu przywrócenia „drzewostanom
charakteru puszczańskiego” nie jest w stanie sprostać pilarz, zrywkarz
i leśny kombajn terenowy. Nie mają na to nawet cienia szansy.
Tego może
dokonać tylko Puszcza, dzieło stworzenia.
Z. K.

Witam!!
Z radościa przeczytałem artykuł A. Janusz Korbel umieszczony na
stronie
portalu
www.republika.pl/puszcza_białowieska . Popieram niepokój o los
puszczy. Wszystkich niedowiarków zapraszam do lasów gminy Czeremcha w
szczególności w pobliże drogi do Przejścia Drogowego Połowce i
przekonacie
sie na własne oczy jak wygląda las w konfrontacji z turystą.
Chcę zaznaczyć że przewidywane korzyści z przejścia drogowego o jakim
marzą
samorządowcy z Białowieży są iluzją.
"Korzyści" płynące z mające powstać przejścia dla Białowieży:
1. Pracownicy mającego powstać Urzędu Celnego bedą i tak z Urzędu
Celnego w
Czeremsze, mieszkańcy Białegostoku.
2. Wzrost przestępczości, szybko mieszkańcy Białowieży zaczną
przypinać
rowery pod sklepami na grube kłódki, wstawiać kraty w oknach domów i
budynków gospodarczych, zakładać systemy alarmowe.
3. Zalew taniego alkoholu i papierosów itp.
4. Opanowanie lokalnych straganów i targowisk tanią tandetą z Chin co
spowoduje zanik lokalnego rzemiosła i wartości kulturowych regionu.
5. Białowieża straci na zawsze unikatową atrakcyjność w skali Europy,
niedługo będzie można kupywać pamiatki z Moskwy, Mińska, Kijowa itp.
6. Planowany ruch turystyczny nie poprawi sytuacji w agroturystyce,
turysta
ze wschodu śpi w samochodzie, w drogę zabiera z sobą gotowane jajka,
słoninę, ogórki i termos z herbatą. Nie korzysta na terenie Polski z
żadnych
punktów gastronomicznych, hoteli, muzeów, toalety.
Prowadzący działalność
gospodarczą na Przejściu
Drogowym Połowce
telefon kontaktowy 506 036 388
P.S. Pielęgnujcie Państwo bezcenne walory jakie posiada Białowieża do
tej
pory! Nowe okaże się klęską nieodwracalną.

RĘCE PRECZ OD PUSZCZY
PRZYWRÓCIĆ MORATORIUM NA WYCINKĘ STARODRZEWÓW W
PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ
Zieloni 2004
sprzeciwiają się wycince starodrzewów w Puszczy Białowieskiej!!!
Ostatnie przypadki wycięcia ponad 250-letnich dębów w rezerwacie
powinny być ostatnim przykładem rabunkowej gospodarki leśnej w
Puszczy. Sprawcy tych działań powinni zostać ukarani.
Puszcza Białowieska jest jedynym jeszcze istniejącym pierwotnym lasem
nizinnym w Europie! Tylko tam można zobaczyć, jak żyje i wygląda
prawdziwy las, taki, jaki był w przeszłości. O jego charakterze i
niepowtarzalności decyduje obecność wiekowych, nawet 500-letnich
drzew. W 2003 roku skończyło się moratorium na wycinanie starych
drzew. Ruszyły piły. Puszcza pada.
Na skandal zakrawa fakt, że ten rabunek skarbów Puszczy odbywa się pod
hasłem integracji z Unią Europejską i koniecznością ochrony granic.
Wcześniej ministrowie Spraw Zagranicznych i Wewnętrznych zapewniali,
że Puszcza nie ucierpi z powodu naszego przystąpienia do UE.
Zapewniamy, że są dużo lepsze techniczne możliwości ochrony granic niż
wycinka kilkusetletnich drzew.
Zapewniamy również, że priorytetem polityki Unii Europejskiej jest
właśnie ochrona przyrody, a w szczególności ochrona Światowych
Rezerwatów Biosfery.
Zieloni 2004 zwracają się do rządu RP o przywrócenie moratorium na
wycinkę starodrzewów w Puszczy Białowieskiej.
Przewodnicząca Magda Mosiewicz
Przewodniczący Jacek Bożek

List
ze zdjęciem
19-tego listopada mieliśmy ( ja i mój mąż Jarek) "przyjemność"
zjeść obiad w restauracji w Białowieży, tuż obok stolika, gdzie
białowieski Nadleśniczy świętował swoje "ZWYCIĘSTWO!!!! wyrwidęba, a
raczej wyrwi-POMNIKÓW PRZYRODY nad MINISTERSTWEM I EKOLOGAMI! Jesteśmy
wstrząśnięci.
Scena była jak z filmu. Zjawiliśmy się w
Białowieży na trzy dni wytchnienia jako bodaj jedyni o tej porze roku
turyści (gdzie indziej może być pięknie w listopadzie?). W pustej
restauracji zamówiliśmy obiad, gdy nasz błogi spokój zakłóciły dwie
optycznie przyjemne, jednak koszmarnie napięte i zestresowane panie.
Aż nam się to udzieliło.
Potem sałatka stanęła nam w gardle na gromki ryk: cześć dziewczyny!
Wtedy to wpadł do sali restauracyjnej zacierający ostentacyjnie ręce,
roześmiany od ucha do ucha istny "LEW - król puszczy" (nadleśniczy
Niedzielski) w towarzystwie kolegi - również w zielonym mundurze.
| Zdjęcie pochodzi z naszego, tutejszego Parku
Narodowego (okolica Oldenburga, wieś Huntlosen). Na zdjęciu widać
wyraźnie, jak poważnie u nas traktuje się KAŻDE drzewo. |
Natychmiast przysiedli się obaj do zestresowanych
pan i "lew" zaczął opowiadać o swojej rozmowie z panią minister (tu
padło greckie nazwisko).
-I co , i co na to pani minister? - pytały z wyraźna już ulgą kobiety
zerkając na nas ukradkiem, czy oby widzimy, z jak ważnymi ludźmi
przyszło tym paniom jeść obiad.
Nie da się ukryć. Widzieliśmy! Słyszeliśmy tez zuchwale przechwałki
"króla puszczy" , jak to mu się udało zdobyć przewagę nad panią
minister. On przecież miał umowę na wycięcie kilkunastu dwustuletnich
dębów, wiec je ściął nie zważając na rezerwat przyrody i zupełnie nie
rozumie, o co teraz tyle krzyku (???)
W tym punkcie mocno nas "szarpnęło", bo wychowani na Zwierzyńcu,
sądziliśmy, ze leśniczy to tacy ludzie, którzy walczą o każdy przejaw
życia w lesie. Tymczasem byliśmy mimowolnymi słuchaczami frywolnej i
pełnej humoru anegdoty o tym, jak lekko i bezboleśnie wyrywa się
wiekowe dęby - jakby to były mleczaki żubra w zoo. "Król" bezwzględnie
raniąc nasze uszy ciągnął swoja opowieść, z której wynikło, ze pani
minister (tu greckie nazwisko) zarzuciła mu korzyści finansowe, gdyż
prócz 11 000,- zł, jakie otrzymał tytułem umowy, mógł on sobie
sprzedać drewno z dużym zyskiem (dęby ze środka lasu są bardzo
poszukiwanym towarem). Na to jednak "król puszczy" zareagował
agresywnie, gdyż on za te 11 000,- zł musiał owe drzewa nie tylko
ściąć, ale wywieźć z puszczy, co już znacznie przekraczało te skromną
sumę i on - zmuszony został OSZUKIWAĆ LUDZI. Ja oszukuję ludzi!!! -
grzmiał głośno w puste ściany restauracji!
- Tego z mężem już nijak pojąć nie umieliśmy.
W wieczornych wiadomościach wyjaśniono (nam m.in.), ze nadleśniczy
wykonał polecenie oczyszczenia pasa granicznego (5m). Dęby nadgorliwie
ściął spoza tego pasa, gdyż ich korony ponoć szkodziły owej 5 -
metrowej widoczności w kierunku ku górze. (Być może spodziewano się,
ze te granice zechcą przekraczać wiewiórki).
Wszystkiemu winna ma być różnica przepisów miedzy resortami (straż
graniczna kontra rezerwat przyrody). To miało wystarczyć trzem ekipom
TV, które w ten sposób zakończyły temat dnia. Następnego dnia
przyjechała telewizja ze Szczecina, ale nie chcieli nic słyszeć o
dębach, bo mieli kręcić film na zlecenie Unii - o rezerwacie przyrody.
Taki "ładny film".
I pewnie nakręcili.
Wychodzi na to, ze stróża puszczy przed wyrwidębstwem nie powstrzyma
fakt, że
- rosną dalej niż przepisowe 5 m od granicy,
- ze to 200-letnie dęby na ostatnim skrawku lasów naturalnych Europy,
- ze aby te dęby wyciąć, trzeba "oszukiwać ludzi"
Kto wyjaśni, jak to się dzieje, ze opiekun drzew nie tylko o nie nie
walczy, ale rżnie niemiłosiernie, choć to mocno nieopłacalne.
Aldona Mironski
Niemcy

POSZERZANIE GRANICY I KIESZENI?

Od kilku tygodni w Puszczy Białowieskiej
poszerzany jest pas graniczny, chociaż zapewniano, że nie będzie. Tak
się dziwnie składa, że najbardziej przyszłej granicy Unii Europejskiej
przeszkadzają blisko 100- letnie dęby. Nie chodzi wcale o jakieś
poważne zyski nadleśnictwa. Wygląda to wręcz na niegospodarność.
Zdrowe, grube dęby tnie się na tzw. metry, najgrubsze łupie się na
szczapy i sprzedaje. Jest to dziwne z powodów ekonomicznych, bo drewno
w dłużycach miałoby kilkakrotnie większą wartość. Za szczapy można
uzyskać od około 60 do 150 zł a za okleinę nawet ponad 1000 zł.
Przede wszystkim jednak szkoda przygranicznego lasu. Czy nie można
zachować go takim, jaki jest, a granicy strzec dzięki rozwiązaniom
technicznym?
BR.


|